Moja ocena: 4,5/5☆
Tytuł: Zamek duchów
Autor: Margit Sandemo
Wydawnictwo: Pol-Nordica
Cykl/Seria: Saga o Ludziach Lodu(tom 7)
ISBN: 8390045265
Liczba Stron: 254
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka
Kategoria: Fantastyka
Czytałam: 01.12-15.12
Saga o ludziach lodu to już wielopokoleniowe guilty pleasure. Pamiętam jak za dzieciaka dowiedziałam się o istnieniu serii książek, która liczy sobie 47 tomów. Dla mojego dziecięcego mózgu (czego?) było to nie do pojęcia. Jeszcze bardziej dziwiło, że przeczytała to moja mama, która za książkami nie przepada... Wtedy przysięgłam, że też to kiedyś przeczytam. Pewnego razu udało mi się nabyć serie z pierwszego druku za ułamek ceny i tak powoli sobie czytam... Zapraszam do dość skromnej opinii o 7 tomie.
Krótkie wprowadzenie dla osób nieznających serii (takie w wielkim skrócie z uproszczeniami). Jak sam tytuł cyklu mówi, jest to historia rodu Ludzi Lodu. Rodzina ta została przeklęta i w każdym pokoleniu pojawia się jedna osoba obdarzona darem i to nie w dobrym sensie. Można ich określić rodem czarownic i czarowników. Każdy z tomów serii (jak do tej pory) ma innego bohatera/bohaterkę z rodziny, pokazane są ich przygody, miłostki, przeszkody podsuwane przez los. A uwierzcie mi, że Fortuna lubi rzucać im kłody pod nogi. Wszystko dzieje się w malowniczych krajach skandynawskich: Norwegii, Szwecji jak i Danii. I to w sumie tyle, zamysł prosty jak budowa cepa, ot saga rodzinna z powoli rozrastającym się drzewem genealogicznym. Zachęceni? To lecimy z 7 tomem.
W tej części głównym bohaterem jest Tancred Paladin (syn Cecylii i Alexandra jakby ktoś pytał). Gdy skończył 21 lat (jeśli dobrze pamiętam) zaczęły się problemy na dworze króla Danii. Rodzina Paladinów oczywiście zostaje wciągnięta w spór między władcą a ochmistrzem królestwa. Cecylia by uniknąć wplątania w to wszystko Tancreda wysyła go do jego ciotki Ursuli, pod pretekstem jej (zmyślonej) choroby. Tam młodzieniec zakochuje się po uszy w służce Molly... A do tego przeżywa nawiedzenie w starym zamku. W tym tomie jest krwawo, są morderstwa, śledztwo, miłość, zdrada i kłamstwa. Wszystko to co tygryski lubią najbardziej!
Tak jak pisałam wcześniej, saga to OGROMNE guilty pleasure. Mimo bardzo lekkiej formy, dość głupkowatych postaci i emocji jak na grzybach, autorka potrafi czytelnika przyciągnąć i zatrzymać na dłużej tak, że nie może się doczekać wolnej chwili by kontynuować lekturę... Tak jak ja czekałam 24 h żeby się dowiedzieć kogo trupa wyłowiono z jeziora, bo pewna osoba zagadała mnie na głosowym (ciotka patrzę na ciebie👀). Większość osób przeczytałoby pewnie nawet kilka tomów dziennie, ja powoli sobie dawkuję przyjemność czytając na bieżni. Gdy historia wciąga to kilometry uciekają zanim się człowiek obejrzy! W większości przypadków trzymam się z daleka od wszelkich romansów, ale przy tych książkach bawię się wyśmienicie, mimo że większość tomu to właśnie podchody i zaloty bohaterów (klasyczne "ja cię chcę, ale się wstydzę to powiedzieć").
Niezmiernie ciekawi mnie, co jeszcze autorka wymyśli, co się może stać, że historii starczyło na 47 tomów. Wiem na pewno o dziecku w klatce (dzięki Saphcia), ale do tego jeszcze daleko. Celem na 2026 jest przeczytać jak najwięcej z sagi. W końcu warto by było ruszyć ten tytuł bardziej niż jedna książka na rok, bo w ten sposób życia mi nie starczy, zwłaszcza, że po tej serii są jeszcze dwie. Ponoć już nie tak dobre, ale żeby się przekonać muszę przeczytać, prawda? Przyszłe tomy mogą się pokazać w reckach zbiorczych po kilka tomów, więc radzę na to uważać ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz