14 sty 2026

(37/2025) Jonathan Strange i Pan Norrell, Susanna Clarke


Moja ocena:
4/5


Tytuł: Jonathan Strange i Pan Norrell 
Autor: Susanna Clarke
Wydawnictwo: Mag 
Cykl/Seria: - 
ISBN: 9788367793490
Liczba Stron: 912
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
Kategoria: Fantastyka
Czytałam: 28.11-30.12


  Ostatnia książka w roku 2025. Chciałam zakończyć rok czymś dobrym... I z jednej strony się to udało. Ale nie może być tak pięknie... 
 
 Co może pójść nie tak gdy jeden mag chce przywrócić magię w Anglii? Pan Norrell uważa się (i słusznie) za jedynego prawdziwego maga w Anglii, pozostali to dla niego mierne imitacje, w końcu nie praktykują magii Tylko ją studiują. Po dłuższym sporze obiecuje pokazać im swoje czary pod jednym warunkiem. Będą musieli porzucić swoje badania i odrzucić tytuł maga... Z drugiej strony mamy młodego Jonathana Stranga. Mężczyznę zagubionego, szukającego swojego kąta i miejsca na świecie. Skacze od jednej profesji do drugiej aż w końcu trafia na włóczęgę, który przekazuje mu dość niepokojącą przepowiednię... 

  Bardzo chciałabym napisać wiele dobrych słów o tym tytule... Ale. No właśnie ALE. Jak pewnie parę osób zauważy ta opinia wychodzi dość późno po skończeniu książki, a że mam pamięć złotej rybki... Do tego "męczyłam" książkę dość długo... A dlaczego męczyłam skoro ocena jest tak wysoka? Dwa słowa. Presja czasu. Chęć skończenia książki przed końcem roku przy kompletnym braku czasu. To kompletnie zahamowało tempo mojego czytania. Starałam się jak mogłam, zdążyłam na styk... I czuję, że przez ten pośpiech wiele mi z książki umknęło. Nie cieszyłam się nią tak jak powinnam, dosłownie zmuszałam się by do niej siąść i szukałam wymówek typu zamiatanie pustyni byle tylko oderwać się od tej cegiełki. Proszę nie zrozumieć mnie źle, naprawdę mi się podobało! Tylko to był nieodpowiedni czas i miejsce na tę pozycję... 

  Niemniej jeszcze parę dobrych słów o książce.  Forma jak i fabuła mnie zaskoczyły. Kompletnie nie tego się spodziewałam. Myślałam, że sięgam po kolejną książkę high fantasy gdzie magia będzie spływać z każdej strony. A tu niespodzianka. Większość magii jest, ulokowana, pod koniec książki, gdzieś za połową. Wcześniej więcej jest rozmów. Naprawdę wiele... Do tego mnóstwo teorii, ksiąg, wtrąceń. No właśnie. Wtrącenia czy raczej przypisy.  To zapamiętam na długo. Dlaczego? spytacie. Otóż nieczęsto spotyka się przypisy mające kilka stron... Co parę stron. Naprawdę chwilami się zastanawiałam czy czasem większość fabuły nie znajduje się właśnie w nich a reszta książki to tylko tło.  Jeśli sądzicie, że przesadzam to zapraszam do lektury. Ciekawa forma, którą ja na przykład kojarzę z książki Terryego Prathetta I Neila Gaimana "Dobry omen".

  Jeśli chodzi o samą magię to lekko się zawiodłam, spodziewałam się jej więcej w tej książce. Jak już wspominałam wcześniej, powieść mnie zaskoczyła. Ostatnie 150 stron było tym czego oczekiwałam od tej książki, więc się nie zawiodłam, wtedy w końcu moje myślenie się odwróciło i szukałam każdej wolnej chwili by czytać zamiast szukać wymówek i zamiatać pustynię. Dla mnie zakończenie jest w pewnym sensie tragiczne, historia nie kończy się w pełni dobrze. Z jednej strony brakuje mi w nim tradycyjnego happy endu, ale z drugiej mam słabość do słodko-gorzkich zakończeń. 

  Według mnie pozycja zdecydowanie warta poznania. Lekko przegadania, bez jakieś wartkiej akcji, ale ze sporą dawką ironii. Żałuję czasu, w którym się za nią zabrałam, ale nie czuję, że zmarnowałam choćby minutę czytając tę książkę. Zdecydowanie jedna z ciekawszych pozycji w 2025 roku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz