Moja ocena: 6/10☆
Tytuł: Bramy Światłości (tom2)
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl/Seria: Zastępy Anielskie (tom3.2)
ISBN: 9788379643035
Liczba Stron: 510
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
Kategoria: Fantasy
Czytałam: 12.01-26.01
Powrót do tej serii po latach okazał się cięższy niż sądziłam. Wdrążenie się na nowo w świat, historie i postacie zajął trochę czasu a nawet śmiem stwierdzić, że jeszcze do końca nie wiem co się tam dzieje mimo skończonej książki.
Daimon Frey kontynuuje wyprawę przez Strefy Poza Czasem w poszukiwaniu Jasności. Tym razem dociera do Cincalo (w skrócie miejscem dla azteckich wierzeń w Strefach). Oczywiście wszystko idzie nie po jego myśli. Lampka wpada z Abbadonem w tarapaty, Asmodeusz wyrusza na poszukiwanie Imperatora Głębi a Razjel i Gabriel odchodzą od zmysłów przez samotność i brak informacji... W gruncie rzeczy wszystko powolutku się sypie.
Oj co to był za powrót. Planowałam go od dawna, ale zawsze pojawiała się jakaś pustynia do zamiatania... Łatwo nie było, cieszę się, że mam to już za sobą, ale mniej, że czeka mnie jeszcze jedna część. Zdecydowanie widzę tu problem środkowego tomu, na Lubimy czytać również można zauważyć ostry spadek ocen. Ledwo pamiętam poprzedni tom... ale coś mi tam w głowie zostało. A jest to przemyślenie, że Bramy Światłości nie umywają się do Siewcy wiatru. Swoje zdanie niestety podtrzymuję. Początek mnie wciągnął. pierwsze 100-150 stron dziwiłam się dlaczego porzuciłam serie parę lat temu. Przecież to takie ciekawe! A później im dalej w las tym gorzej... I znów wróciłam do szukania pustyni do zamiatania. Naprawdę nie wiem co mnie aż tak odrzucało od książki. Akcja była, ulubieni bohaterowie byli, Abbadon wchodzący w badass mode był... A jednak trącało nudą i szukałam sobie ciągle zajęcia byle tylko nie czytać (ostatnio to moje ulubione zajęcie).
Fabuła... Cóż. Raczej odczuwam tę część jako przerwę w podróży. Prawie całą książkę ekspedycja spędza w jednym miejscu, to Diamon przeżywa przygody. Mamy też kilka wtrąceń z tym co się dzieje w Otchłani jak i w Królestwie, do tego kilka razy pojawia się Asmodeusz, który próbuje ściągnąć Lucka z powrotem na tron w Pandemonium. I w sumie... Tyle. Myślę, że część winy za mój brak zainteresowania ponosi mitologia aztecka. Jak na wiele innych miałam hiperfiksacje tak ta mnie jakoś ominęła. Do tego te imiona jakby ktoś uderzył głową w klawiaturę... kilkukrotnie.
Z imersji często wyrywał mnie język jakim posługują się postacie... Bo jak bóstwo azteckie może mówić, że "urwie im łby przy samej dupie". No nie kupuję tego. Jeszcze anioły czy głębianie mogą tak mówić bo mają jednak kontakt ze współczesnymi ludźmi, to bogowie zamknięci w pewnego rodzaju rezerwatach? No nie. Nie przekonacie mnie.
To wszystko złożyło się na niezbyt dobrą, ale też nie tragiczną ocenę z mojej strony. Kompletnie się wynudziłam i jakby tego tomu nie było to praktycznie nic by ogólna historia nie straciła. Wyszła z tego lekko zapchajdziura. Niemniej książka jest dobrze napisana, jednak warsztat pani Kossakowskiej jest porządny i nie byle jaki. Serię oczywiście dokończę z myślą, że na koniec czeka mnie deserek w postaci "Żaren Niebios"!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz