Moja ocena: 6/10☆
Tytuł: Bramy Światłości tom3
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl/Seria: Zastępy Anielskie (tom3.3)
ISBN: 9788379643813
Liczba Stron: 646
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
Kategoria: Fantastyka
Czytałam: 27.01-02.03
I nadszedł ten moment, (prawie) ostatnie spotkanie z aniołami od Mai Lidii Kossakowskiej. Śmiem napisać, że to NARESZCIE koniec.
Dalsza cześć podróży Daimona i Seredy na Erg by odnaleźć Jasość. Przed nimi nadal parę przeszkód w tym Góry Krańca czy sama nieskończona pustynia Ergu. Asmodeusz powoli dogania ekspedycje, pomaga mu w tym najzdolniejszy mag Głębi Alvigius. W Pałacu Pięści za to sprawy nie idą tak gładko jak by mogły, Nergal węszy spisek, a życie Razjela jak i przyszłość Królestwa wiszą na włosku...
Jak widać po datach mojego czytania była to przeprawa przez mękę i zamiatanie naprawdę dużej pustyni (pewnie tej na Ergu). W rzeczywistości zajęło mi to kilka dni, z czego druga połowa około trzech. Po prostu nie miałam czasu na książki (a na tę w szczególności). W gruncie rzeczy pozycja nie była zła... Tylko ja się wynudziłam i nie mogłam złapać dobrego flow. Zawsze było coś ciekawszego do zrobienia. Na przykład chusta na szydełku.
Fabuła przez te trzy tomy Bram Światłości powoli się ślimaczy, niespiesznie ekspedycja zmierza do końca znanego świata. Niby co chwilę pojawia się jakieś zagrożenie, bohaterowie żegnają się z życiem, ale szczęśliwym trafem udaje im się wyjść z każdej opresji. I tak w kółko Macieju... No ile można?! Wszystko ma jednak sens, dziur fabularnych tu nie dostrzegłam.
Co się bohaterów tyczy... Oh boi. Daimon w pewnym momencie został Marianem Sójkowskim (od Mary Sue czy merysójki). Chłop co chwilę prawie umiera, ale jednak nie. Jest na granicy wycieńczenia, ale jednak macha mieczem, już mdleje martwy, ale jednak znajduje się magiczne lekarstwo, które go uzdrowi. Ja rozumiem, że Abbadon to twardy gość i nie tak łatwo go ubić, ale on też powinien mieć jakieś ograniczenia, a nie, że co kilkanaście stron wpada w tarapaty bez wyjścia i robi jednak podkop by się z nich wydostać. Ewentualnie wpada mu w ręce jakiś wspaniały łut szczęścia, Daimon uśmiecha się ironicznie , myśli "Not today Sat...ekhem God, Mówi się trudno, płynie się dalej" i zasuwa kolejne x kilometrów.
Co do zakończenia serii, zawiodłam się na spotkaniu z Jasnością. Niby już wcześniej słyszałam, że może rozczarować to jednak myślałam, że nie będzie tak źle. Otóż było. Takiego pitolenia w tonie "Bóg nas kocha, ale to my jesteśmy ci źli" to się nie spodziewałam. Naprawdę był moment gdzie mój wewnętrzny krytyk takiego nawijania chciał krzyczeć i rzucać książką. Tak, nienawidzę takiego gadania i bardzo mi to naciska na odcisk.
Podsumowując, bo chcę już skończyć z tematem. Sama historia nie jest zła, na pewno znajdzie swoich fanów. Dla mnie? Sztucznie rozciągnięta, miejscami nudna (ironicznie zwłaszcza w miejscach akcji bo człowiek myśli sobie "ah, znowu") historia z kiepską moralnie (według mnie) puentą. Bohaterowie się nie zmieniają, niczego się nie uczą (oprócz Seredy), równie dobrze nic by się mogło nie stać i byliby w tym samym momencie, w którym zaczynała się cała historia. Ocena lekko zawyżona bo jak już napisałam parę razy, książka nie jest do bani, po prostu nie jestem odpowiednim targetem tego typu historii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz