17 mar 2026

(05/2026) To jest nasze miejsce, Victor Martins


Moja ocena:
8/10


Tytuł: To jest nasze miejsce
Autor: Victor Martins
Wydawnictwo: You & YA
Cykl/Seria: -
ISBN: 9788328730663
Liczba Stron: 319
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: miękka, skrzydełka
Kategoria: Młodzieżówka
Czytałam: 11.03-15.03


  Czasami trafia się ciekawa koncepcyjnie książka, obok której nie mogę przejść obojętnie, zwłaszcza, że już miałam do czynienia z autorem i nawet się polubiliśmy, więc gdy wpadła mi w ręce książka opowiadana przez dom to nie mogłam się powstrzymać i wylądowała na mojej półce...

  Mamy tu trzy linie czasowe. Rok 2000, 2010 i 2020. Dwie pierwsze dotyczą wakacji w styczniu (witamy w Brazylii) a trzecia to lockdown pandemiczny na przestrzeni kwietnia i maja. Poznajemy kolejno nastoletnich bohaterów: Ane, Gregório (Greg) i Roberto (Beto). Każde z nich żyje w innych czasach i zmaga się z różnymi problemami. Ana, która myślała, że spędzi jeszcze wiele pięknych lat w Lagoa Pequena ze swoją pierwszą dziewczyną, a tuż po Nowym roku dowiaduje się, że musi wyjechać setki kilometrów od miejsca, które dotąd nazywała domem. Greg, który stara się grać wyluzowanego mimo rozwodu rodziców trafia do Lagoa Pequena do ciotki, której prawie nie zna i postanawia sobie pocałować pierwszego chłopaka w życiu. No i Beto, który miał właśnie zacząć dorosłe życie, wyjechać na studia i spełniać marzenia, ale nad światem zawisła globalna pandemia i zakaz opuszczania domów. Każdy z nich ma swoje małe demony i mimo nastoletniego wieku muszą się z nimi zmierzyć sami. Dzieli ich czas, za to łączy jeden dom przy Słonecznikowej 8.

  W końcu miła odskocznia od poważniejszych lektur. Przyjemne, lekkie i bardzo szybkie. jakby się człowiek postarał, to książka weszłaby w jeden dzień. Podchodziłam do lektury z otwartym umysłem, spodziewając się pospolitego średniaka a to naprawdę nieźle się bawiłam! Nie zauważyłam żadnych większych błędów, jedynie raz na pewno doszło do zamiany imion w wiadomościach na czacie. 

  Bohaterowie jak to nastolatki, nie są napisani przesadnie głęboko, ale też nie są bezmyślni. Każdy z nich ma swój unikatowy charakter, widać też różnicę spowodowaną rokiem, w którym żyją. Wszyscy są dobrymi i uczynnymi osobami, ale też widać, że mimo młodego wieku życie zdążyło ich doświadczyć.

  Nie chcę za wiele zdradzać z fabuły, toczy się ona sprawnie, w każdej linii czasowej to paręnaście dni. Dość szybko poznajemy problemy, z którymi borykają się główni bohaterowie. Przeprowadzka, stres, rozpad rodziny czy uczucie zamknięcia w klatce i wyalienowania. To tylko wierzchołek góry lodowej. Na szczęście dla utrzymana balansu mamy też w książce sporo humoru, małych żarcików opowiadanych często w najmniej spodziewanych momentach. Do tego jest coś co osobiście uwielbiam czyli małe psztyczki w nos, że wszystkie te historie łączą się w jedno (najczęściej wspomnienie postaci z innej linii czasowej).

  Osobiście nazwałabym tę książkę homowilkołakami wersją light, gdzie wilkołaków nie ma, ale za to jest sporo homo! (u mnie znajdziecie tylko podsumowanie serii, ale u Saphci można przeczytać o każdym tomie serii Green Creek) Podobnie w tamtej serii jak i w tej książce mamy poważne tematy, dobrych bohaterów, ale też sporą dozę humoru. Oczywiście wersja light odnosi się do tego, że jest wszystkiego mniej i podane lżej, co nie oznacza, że gorzej! Dla mnie książka przyjemna, godna polecenia jeśli ktoś szuka niezobowiązującej lektury przy czym nie obawia się homopropagandy bo jak już wspomniałam wcześniej, jest jej tu sporo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz