6 wrz 2025

(23/2025) Stop prawa, Brandon Sanderson


Moja ocena: 4,5/5


Tytuł: Stop prawa
Autor: Brandon Sanderson
Wydawnictwo: Mag
ISBN: 9788367353168
Liczba Stron: 325
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
Kategoria: Fantastyka
Czytałam: 21.08-03.09


   Długo czekałam, żeby w końcu zająć się tą częścią serii "Z Mgły Zrodzonego". Już czytając pierwszą trylogię (tzw. Pierwszą Erę) Myślami byłam przy Waxie i Waynie.
  
  W wolnych chwilach słucham podcastu prowadzonego przez Sandersona z jego przyjacielem Danem Wellsem. Wiele razy wspominają tam właśnie o tej dwójce bohaterów i ich przygodach. Druga Era miała być lżejsza od Pierwszej, bardziej zabawna, a dla autora miała być odskocznią od masywnego "Archiwum Burzowego Światła". Po przeczytaniu pierwszego tomu widzę aż za dobrze jak Sanderson bawi się wymyślonym przez siebie światem, mocami i bohaterami kolejnego okresu w historii. 

  Książka zostawiła we mnie lekki niedosyt. Przyzwyczajona do pióra Sandersona, jego epickich bitew i tego, że zawsze jest kolejna tajemnica, która czeka na odkrycie. A tu? Tu mamy zabawę w stróży prawa w świecie dzikiego zachodu, maszyn parowych, rozkwitu ludzkości po wielkiej zmianie. Potrzebowałam sporego kawałka książki by przyzwyczaić się do tego nowego konceptu. Niemniej bawiłam się wyśmienicie. Połączenie Allomancji z Feruchemią to tak świetny pomysł. Człowiek z tak kiepską pamięcią jak ja gubi się całkowicie, ale to tylko popycha do przodu by poznać więcej i więcej z historii przygotowanej przez autora. 

  Na szczęście nie obyło się bez smaczków względem poprzednich tomów. Nie chcę się tu zagłębiać w temat by nie spoilerować osobom, które mają książkę dopiero przed sobą. Jednak już z samego opisu książki można wywnioskować, że wszystko dzieje się trzysta lat po wydarzeniach z Pierwszej Ery. Po takim czasie wszystkie nam znajome postacie urosły do rangi legendy lub nawet bogów (pomijając Harmonię, który jest głównym bóstwem, chodź z oczywistych względów nie jest czczony). Już w pierwszej trylogii niektóre postacie były wychwalane i wynoszone na piedestał wiary, ale tu już pojawia się jakby bardziej usystematyzowane wyznanie. Widać, że przez lata zostało to uporządkowane, dodane obrzędy i tym podobne rzeczy. Osobiście dość ciężko mi to przełknąć, znając wszystkie dobre i złe strony bohaterów Pierwszej Ery. Jednak rozumiem, że to odpowiednie posunięcie. Bardzo prawdziwe i życiowe. 

  Sama historia w tym tomie kręci się wokół Znikaczy, złodziei okradających pociągi z cennych zasobów takich jak aluminium. Jak się okazuje oprócz dóbr porywają zakładniczki, i to jak się okazuje, nie dal okupu. To wszystko rozbudza instynkty Waxilliuma Ladriana, nowo mianowanego lorda i zmusza go do wzięcia sprawy w swoje ręce... A raczej to Wayne go w to wszystko wpakował. To jak te dwie postacie się względem siebie zachowują jest po prostu wspaniałe. Potrafią mnie rozbawić do łez. Ciągle zaczepiają się, żartują z siebie niczym rodzeństwo, którym nie są. Widać, że znają się jak przysłowiowe łyse konie, że wiele ze sobą przeżyli i ufają sobie bezgranicznie. Oboje oczywiście poza zabawnym aspektem mają również swoją głębszą stronę, którą powoli poznajemy w czasie śledztwa. U Sandersona ciężko znaleźć płaską postać. 

  Kończąc ten przydługi wywód o dość krótkiej książce, Era druga zapowiada się ciekawie. Będzie faktycznie fantastyczną odskocznią od epickiego fantasy jakie zazwyczaj spotyka się u Sandersona. Teraz tylko pozostało mi poczekać na chwilę czasu by przeczytać resztę, w końcu autor już pracuje nad Erą Trzecią. Właśnie wczoraj (z mojej perspektywy był to 5 września) na kanale na YouTube Sandersona wleciało pierwsze spojrzenie na Ghostbloods (link dla zainteresowanych).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz