Moja ocena: 2,5/5☆
Tytuł: Krew, która nas dzieli
Autor: Edyta Prusinowska
Wydawnictwo: Moondrive
Cykl/Seria: Krew, która nas dzieli (tom 1)
ISBN: 97888381353557
Liczba Stron: 395
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda, wydanie specjalne
Kategoria: Fantastyka, YA
Czytałam: 01.09-07.09
I kolejna książka kupiona "bo ładna", przy okazji przydała się do bingo na ten rok.
Jak już napisałam na wstępie, pozycja zachęciła mnie swoim wyglądem. Jest wydana po prostu pięknie, pomijając już barwione brzegi, sama okładka jest materiałowa, ma złocenia, a grafika przyciąga oko. Głownie kupiłam ją dla drugiej części, bo jest fioletowa. Takie już moje zboczenie. Zaskoczyła mnie też jakość papieru. Aż miło trzymało się książkę w dłoniach. Niestety, ale sroka ze mnie i później wpadam w takie bagno...
Przez to, że książkę czyta się bardzo szybko mam lekkie zakrzywienie czasoprzestrzeni. Z jednej strony mam wrażenie, że książka bierze duży rozbieg i trzeba dość długo czekać na rozwinięcie fabuły (pół tomu zanim Dakota dowie się o istnieniu wampirów), ale z drugiej w ogóle mi się ta historia nie dłużyła. W sumie nie miało co się dłużyć skoro przeczytałam ją na trzy razy. Niestety, mimo że minęły dopiero 4 dni od mojego skończenia tej książki już połowy nie pamiętam, powoli szczegóły zaczynają wyparowywać z mojej głowy... Co niestety oznacza, że książka mnie zupełnie nie porwała.
O fabule zacznę może z grubej rury, ale czytając tą pozycje miałam ciągle w głowie myśl, że to Zmierzch, ale napisany inaczej. Niektóre sceny to dosłownie "możesz spisać, ale pozmieniaj trochę żeby się nie skapnęli". Dla fanów Zmierzchu to zapewne plus. Często się widzi posty, że ktoś po skończeniu dobrej książki szuka czegoś podobnego. To sygnał dla takich osób by sięgnąć po tę książkę. Niemniej mnie to lekko raziło. Nie chcę tu przytaczać żadnych scen by nie spoilerować tym, którzy jednak będą chcieli zacząć swoją przygodę z Dakotą i Henrym.
Pomysł i całościowy zarys historii jest dość ciekawy, jednak nie ma w nim nic odkrywczego. Co chwilę znajdowałam kolejne odgrzewane kotlety, które już były i pojawiły się wiele razy w literaturze. Standardowe wychwalanie jednego kanonu piękna, skupianie się na mięśniach, które rozsadzają koszulki itp. "Związek", w którym obie strony nie wiedzą na czym stoją i czekają aż ta druga zrobi krok Chłopak czeka bo zawsze daje dziewczynie podjąć decyzję, a dziewczyna czeka bo chłopak to facet, więc on musi wykonać pierwszy krok... Na szczęście tego wątku nie jest zbyt wiele.
Postacie w książce są napisane strasznie nierówno. Widać, że autorka chciała tchnąć w nich życie i próbowała dać im jakąś przeszłość, ale niestety nie do końca jej to wyszło. Miejscami miałam wrażenie, że niektóre fragmenty kompletnie nie pasowały do całości i w trakcie pisania autorka zmieniła swój pomysł na postać, tylko zapomniała poprawić to co już napisała. Długo czekałam na konfrontację Dakoty z panem Blackwellem, który jest kreowany przez całą książkę na okrutnego, nie takiego jak go wszyscy widzą, by na sam koniec wyjść kompletnie płasko i bezosobowo. Tu najpierw mówi o wielkiej miłości, dla której mógł poświecić wszystko by za chwilę być kompletnie pusty. Z jednej strony autorka wyjaśnia to tym, że wampiry im dłużej żyją tym mniej czują, jednak mówił o zdarzeniach sprzed miesiąca czy pół roku gdzie miał emocje a później nagle nic? Coś mi się tu nie klei. Tak samo jak linia czasowa, bo a jakże, na sam koniec książki jest wyjaśnione prawie wszystko w twarz. Czytając miałam wrażenie, że coś się tam nie spina, ale z braku czasu i chęci marnowania go na tę książkę nie zbadałam głębiej tematu.
Coś co przykuło moją uwagę to prawdopodobnie pokręcony system szkolnictwa. Z obserwacji wynika, że książka dzieje się w Anglii (za tym przemawia to, że pojawia się funt jako waluta), niemniej po konsultacji z moim znajomym uczącym się i mieszkającym tam od lat uznaliśmy, że coś się nie zgadza. W gruncie rzeczy po prostu trochę się tam zmieszało polskiego układu z tym angielskim. Myślę, że zaszedł tu prosty skrót myślowy by polski czytelnik mógł łatwiej odnaleźć się w świecie przedstawionym. Innej opcji nie widzę, w końcu autorka powinna odpalić research przed napisaniem książki, prawda?
Momentami miałam już ciary żenady, które mają ciary żenady. Tam gdzie pojawiały się teksty o dilfach, hot Shreku, zaddy Pedro Pascalu czy zdanie "Keiro Knightley, usiądź mi na twarzy". Do tego dochodzi dość niewygodny temat wampirów i okresu. A dokładniej herbatki z tamponu. Z jednej strony dość znany mem, ale dość niewygodnie się o tym czytało w książce.
Jak już pisałam wcześniej, całość fabuły nie wypada źle. Trzeba przymknąć oko na typowe dla YA i młodzieżówek zagrania gdzie główna bohaterka jest w czepku urodzona i wszystko jej wychodzi (np. to, że siedemnastolatka wzięła się za antidotum na jad wampirów, którego przez setki lat nikomu nie udało się stworzyć). Gdy zamkniemy jedno oko na takie głupotki i drugie na miejsca gdzie są ciary żenady to nawet miło można spędzić czas! Oczywiście, idąc moją logiką, mam już drugi tom na półce więc go przeczytam. Zapewne też kupię następne jeśli wyjdą. Niemniej, spodziewałam się po książce trochę więcej ciekawej fabuły a mniej głupot...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz