Moja ocena: 5/5☆
Tytuł: Do Gwiazd
Autor: Brandon Sanderson
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl/Seria: Skyward
ISBN: 9788382023190
Liczba Stron: 606
Wersja: papierowa, posiadam
Oprawa: twarda
Kategoria: Sci-fi
Czytałam: 31.10-05.11
2025 to na pewno rok, w którym w końcu przekonałam się do gatunku science fiction. Nawet do takiego gdzie myśliwce robią pew pew.
Seria Skyward nie czekała na półce zbyt długo. Skompletowałam ją gdzieś pod koniec poprzedniego roku. Nie obyło się bez problemów i szukania jednego tomu po OLX... Ale wszystko się udało a teraz nadszedł na nią czas.
Była to miła odskocznia od tego do czego przyzwyczaił mnie Sanderson. Czyli do ciągłego myślenia o Cosmere, jak wszystkie wątki się łączą i wypatrywania smaczków z innych serii. Muszę jednak przyznać, że trochę się bałam. Nie dość, że to młodzieżówka to jeszcze w kosmosie. I tak jak się obawiałam, dużo tam walki w myśliwcach, która mnie osobiście odrzuca od gatunku sci-fi. Jednak historia okazała się na tyle ciekawa, że byłam w stanie przymknąć oko na te ciągłe bitwy powietrzne.
Spensa (kryptonim Spin) na szczęście nie jest tak wkurzająca jak większość bohaterek książek młodzieżowych. Nie będę okłamywać, że jest idealna, ale da się z nią wytrzymać. Co najważniejsze, widać jak powoli dorasta i się zmienia. Nadal pozostaje uparta i pyskata jak na samym początku, jednak potrafi też myśleć, łączyć fakty i wyciągać wnioski.
Niestety czytając nie mogłam nie zauważyć paru podobieństw do Fourth wing. Można uznać, że mają podobny system szkoły. Jednak u Sandersona dowództwa tylko pozornie nie obchodzi przeżycie kadetów. Na początku książki grupa nowych uczniów liczy 10 osób i od razu jest powiedziane, że pilotami zostaną góra dwie osoby. Część sama odejdzie a część zginie. W pierwszym odruchu skojarzyło mi się to z wcześniej wspomnianym Fourth wing gdzie kadeci mogą się nawet zabijać i profesorowie im przyklasną. Na szczęście u Sandersona jest to trochę logiczniejsze. Admirał nie jest tak bezduszna jak próbuje pokazać opinii publicznej. Ma swoje powody, swoje blizny. Społeczeństwo Detritusa jest nadal młode, nie do końca skoordynowane i zagubione, co prowadzi do niewybaczalnych błędów i wielu niebezpiecznych sytuacji. Dowództwo wie prawie tyle samo co zwykli obywatele, nie ma tu szerzenia dezinformacji jak ma to miejsce w Fourth wing.
Sanderson ciekawie podszedł do typowego schematu książek YA. Czyli bohaterki, która potrafi wszystko. Spensa od samego początku uważa, że jest najlepsza, bycie pilotem jest jej pisane i będzie w tym równie dobra jak jej ojciec. A później przy pierwszym podejściu w symulatorze wpadła do stołówki startując w tył zamiast w przód... I od razu ma na ten temat przemyślenia! Zaczyna rozumieć, że może nie jest taka idealna, że będzie musiała jeszcze sporo ćwiczyć. Oczywiście się nie poddaje i ciągle prze naprzód doskonaląc swoje zdolności.
Książka ma swoje humorystyczne momenty. Wiele razy się uśmiechnęłam. Są też bardziej bolesne fragmenty. No może nie jest aż tak źle. W końcu to dopiero pierwszy tom gdzie człowiek jeszcze nie zdążył zżyć się z bohaterami.
Podsumowując, książka ciekawa, lekka, bardzo szybko się czyta. Miła na początek i przekonująca do gatunku. Sanderson nie byłby Sandersonem jakby nie ukrył większej tajemnicy za na pozór prostą historią.. Ale o tym w przyszłości, widzimy się w recenzjach kolejnych tomów!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz